Martin Eden

Martin Eden Obálka knihy Martin Eden
Jack London
literatura obyczajowa
Zielona Sowa
2003
książka
316

Powieść opowiada historię młodego człowieka z warstwy robotniczej, który kształcąc się samodzielnie, zdobywając ciężką pracą wiedzę i ucząc się towarzyskiej ogłady, pragnie stać się godnym pochodzącej z bogatej rodziny burżuazyjnej dziewczyny, Ruth Morse. Okazuje się jednak, że ukochana nie dorasta do marzeń Martina i choć odnosi on wielki sukces życiowy, to nie osiąga szczęścia. Powieść z wieloma wątkami autobiograficznymi.

Nie sposób przecenić wpływ Jacka Londona na moje pokolenie. Wpływ nie tylko literacki, ale i filozoficzny.

Biblia intelektualisty

Poleciłem niedawno młodemu znajomemu znaną kiedyś powieść Jacka Londona. W czasach mej młodości była to pozycja literacka sine qua non. Tak jak młode intelektualistki chadzały z “Małym księciem” Exupery’ego pod pachą, tak intelektualiści płci męskiej nie rozstawali się z “Martinem Edenem”. Jack London był zresztą jednym z niewielu amerykańskich pisarzy tak popularnych i znajdował się nawet w kanonie lektur szkolnych, a to za sprawą głupoty cenzorów, którzy dali sobie wcisnąć ciemnotę o marksistowskich poglądach pisarza. My, zaś czytając Londona, widzieliśmy zarówno fascynację prawie zakazanym Nietzschem, filozoficzne dialogi autora związane ze Spencerem, a także genialne rozprawienie się z teoriami Marksa.
Postanowiłem więc po latach też sięgnąć do powieści i przekonać się, czy nadal ta książka powinna być biblią współczesnego intelektualisty.

Pomiędzy Marksem a Nietzschem

Martin Eden – literackie alter ego autora (do pewnego tylko stopnia rzecz jasna) to interesujący, silny i pierwotny młody człowiek, który przez przypadek dostaje się “na salony”. Ratuje życie innemu młodemu człowiekowi, który z wdzięcznością wprowadza go jako przyjaciela i przedstawia rodzinie. Prostacki i prymitywny Martin nie jest jednak pozbawiony inteligencji i dostrzega świat kultury, finezji i piękna, o którego istnieniu nie miał wcześniej pojęcia.
Być może zapomniałby szybko o tym epizodzie, ale nie bez przyczyny francuskie porzekadło mówi cherchez la femme – pojawia się piękna Ruth, siostra młodzieńca, któremu Martin uratował życie.

Pierwszy etap nowego życia Martina to w pewnym sensie praktyczna realizacja filozofii Nietzschego. Übermensch to przecież Martin w czystej postaci. Jest silny i sprawny fizycznie. Pomimo proletariackiego pochodzenia w ekspresowym tempie zdobywa wykształcenie, uczy się poprawnej angielszczyzny, rozwija się intelektualnie i wkrótce przerasta swych mentorów. Ten potężny fizycznie marynarz staje się też intelektualnym dowodem istnienia rasy panów. W miarę swojego rozwoju umysłowego poznaje wielu interesujących ludzi, pokonuje wiele przeciwieństw, ale też zaczyna powoli widzieć, że jego ukochana – do niedawna ideał nie z tego świata, jest skrępowana gorsetem klasy, do której należy, wychowaniem i rozmaitymi “tabu”, jakie ten świat narzucił kobietom.

W swych intelektualnych wojażach poznaje też marksistów, ale reprezentują oni wszystko to, czym on pogardza. Są słabi pojedynczo. Wywodzą się z klasy robotniczej, więc są zaniedbani, krzykliwi, nie potrafią precyzyjnie wyrażać swych myśli. Pomimo materialnej nędzy, w której się znajduje,Martin nie potrafi się identyfikować z rasą niewolników, za którą uważa klasę robotniczą.

Ponieważ wcześniej postanowił być pisarzem, wszystkie siły poświęca na pisanie, zdecydowanie odmawiając wszelkich prób robienia tradycyjnej kariery, do czego namawia go Ruth. Wśród wielu ludzi Martin poznaje też Brissendena – pisarza i poetę, socjalistę i suchotnika. Brissenden pochodzący z klas wyższych podziwia siłę i witalność Martina, a jednocześnie widzi w nim potencjalne możliwości, które tkwią w klasie robotniczej. To wtedy pojawia się też analiza filozofii Herberta Spencera – wyznawcy teorii ewolucji społecznej i prekursora Darwina.

Pułapka uczuć

Jednak nie zapominajmy, że podstawą przemiany prostego marynarza w filozofa i literata, było uwielbienie jakie od pierwszego spotkania poczuł do Ruth. Kompletnie nie potrafił zrozumieć tego Brissenden, który po wysłuchaniu wspaniałego poematu Martina, napisanego dla ukochanej, ze zdumieniem wykrztusił: “to dla niej.. dla tej… przywiędłej samiczki?” Martin z wściekłości mało nie udusił przyjaciela.
Übermensch wreszcie odnosi zwycięstwo, świat docenia wielkiego pisarza, ale cóż znaczy ten sukces, skoro wcześniej porzuciła go – pełna niewiary w jego możliwości – Ruth. Martin Eden ma cały świat u stóp, ale gardzi swym sukcesem, traci całą radość życia, gdzieś znika jego witalność. Zwyczajnie nie chce mu się żyć.

Pułapka filozofii

Wiadomo, że autor powieści sam skłaniał się ku teoriom socjalistycznym. Żałosny, samobójczy koniec Martina Edena miał pokazać kompromitację indywidualistycznych idei, które wyznawał Nietzsche. Jednak życie dodało do tego swoje szydercze zakończenie. Jack London również popełnił samobójstwo. Czy zatem filozoficzne teorie mogą mieć zbawienny wpływ na nasze istnienie? W urozmaiconej twórczości Londona możemy znaleźć echa jego rozmaitych intelektualnych fascynacji, ale też wskazówkę bezstronnego intelektualnego dyskursu. Socjalista London potrafił w usta swego bohatera włożyć kompetentną i sensowną krytykę marksizmu.
Literatura jest – według mnie – najlepszym źródłem poznania. Czytając zdobywamy doświadczenia niejako per procura. Żadne teorie nie zastąpią poznania praktycznego, które z rozmaitych powodów jest naszym ograniczeniem. Literatura te ograniczenia pozwala ominąć. Nie poznamy już na własnej skórze czym jest pobyt na bezludnej wyspie i konieczność budowania swej własnej cywilizacji od zera, zwyczajnie, bo trudno dziś znaleźć bezludną wyspę. Jednak możemy przeczytać “Robinsona Cruzoe”.
Jeśli nie przeczytamy Martina Edena, nigdy nie poznamy do końca samych siebie i nie zrozumiemy ewolucji własnego umysłu.

Oceń recenzowany tytuł:
9.50 avg. rating (90% score) - 2 votes

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code